Współczesna kobieta ma być wielozadaniowa, powinna „radzić sobie ze wszystkim". Praca. Dom. Dzieci. Relacje. I jeszcze „czas dla siebie". Najlepiej wszystko naraz.
Skąd bierze się ta presja?
To nie jest tylko kwestia organizacji. To jest oczekiwanie: kulturowe, społeczne. Często bardzo ciche. Masz być: zaangażowana w pracę, obecna dla dziecka, zadbać o dom i jeszcze wyglądać na spokojną i spełnioną. To tworzy napięcie, którego często nawet nie nazywasz.
Jak to wygląda w praktyce?
Pracująca matka. Rano odwozi dziecko do szkoły. W międzyczasie odbiera maile. Po pracy robi zakupy. Wieczorem idzie na jogę, „bo trzeba zadbać o siebie". Z zewnątrz wszystko idealnie.
Tylko co dzieje się w środku?
Czy ona naprawdę odpoczywa na tej jodze? Czy raczej: odtwarza w głowie listę zadań, sprawdza, czy wszystko ogarnęła, zastanawia się, co jeszcze musi zrobić. Jej ciało jest na macie. Ale głowa dalej pracuje.
Czy to w ogóle działa?
Multitasking daje poczucie kontroli. Ale bardzo rzadko daje spokój. Bo uwaga jest cały czas podzielona. A to oznacza stałe napięcie. Nie ma momentu pełnej obecności. Ani w pracy. Ani z dzieckiem. Ani nawet w odpoczynku.
Dlaczego to męczy?
Bo nie chodzi tylko o ilość rzeczy. Chodzi o to, że wszystko dzieje się jednocześnie. I nie ma przestrzeni, żeby naprawdę coś przeżyć i zakończyć. Jest ciągłe „jeszcze".
To nie jest pytanie, czy da się to zrobić.
Da się. Pytanie brzmi: jakim kosztem?
I czy w tym wszystkim jest jeszcze miejsce na Ciebie.