Złość nie znika.
Możesz jej nie pokazywać. Możesz ją tłumić. Możesz udawać, że jej nie ma. Ale ona zostaje.
Co się z nią dzieje?
Zmienia formę
Złość, której nie wyrażasz, zmienia formę. Zamiast wprost, pojawia się:
– irytacja
– napięcie
– chłód w relacjach
Czasami wraca w momentach, które nie mają z nią nic wspólnego. I wtedy wydaje się „nieadekwatna".
Dlaczego ją zatrzymujesz?
Bo złość często jest trudna. Może kojarzyć się z konfliktem. Z odrzuceniem. Z tym, że ktoś się odsunie.
Więc ją zatrzymujesz.
Udajesz, że jej nie ma. Mówisz do siebie „nie powinienem się złościć". Albo po prostu zamykasz się na nią.
Wciąż jednak jest tam.
Problem zaczyna się tutaj
Złość sama w sobie nie jest jednak problemem.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy nie masz dla niej miejsca. Bo wtedy i tak znajdzie sposób, żeby się pojawić. Tylko nie tam, gdzie powinna.
W relacjach pojawiła się dystans — chociaż nigdy nie mówił(aś) prosto, że coś Cię zadraża.
W ciele pojawił się ból — bez widocznego powodu medycznego.
W umyśle pojawił się szum — tym bardziej irytujący, że nie umiesz mu nazwać przyczyny.
Albo po prostu — pojawiła się zmęczenie. Przewlekłe, bez końca.
Droga zmian
Zmiana zaczyna się wtedy, kiedy przestajesz chować złość. Kiedy dajesz jej nazwę. Kiedy pozwalasz sobie czuć, że tak właśnie jest.
Nie każdy musi to wiedzieć. Ale Ty możesz sobie pozwolić to czuć — szczerze, bez ścieżek objazdowych.
Bo dopiero od tego miejsca mogą się zacząć prawdziwe zmiany w relacjach. Nie w teorii. W rzeczywistości.
Jeśli złość czeka na wyjście — rozmowa może jej w tym pomóc.