To nie jest tak, że już się nie wstydzimy.
Dziś łatwiej jest powiedzieć „idę na terapię" niż dawniej. Więcej się o tym mówi. Jest większa dostępność. I mniej tabu.
A jednak w gabinecie wciąż spotykam to samo doświadczenie.
Wstyd.
Poczucie porażki.
Myśl: „skoro nie radzę sobie sam, to coś jest ze mną nie tak".
Wewnętrzny paradoks
Bo pójście po pomoc bardzo łatwo przeżywa się nie jako krok w stronę siebie, tylko jako dowód… na własną beznadziejność.
I wtedy zaczyna się wewnętrzny paradoks.
Chcesz pomocy, a jednocześnie to, że jej potrzebujesz, obniża Twoją wartość we własnych oczach.
Chcesz iść, ale czujesz, że nie masz prawa.
Głębokie zapisane doświadczenie
W pracy psychodynamicznej rozumiemy, że to nie jest tylko „myśl".
To jest doświadczenie zapisane dużo głębiej.
Bo jeśli pomoc od drugiego człowieka kiedyś była powiązana z zawstydzeniem, zależnością czy poczuciem bycia gorszym, to to później każda sytuacja, w której jej potrzebujesz, uruchamia dokładnie to samo.
Nie idziesz po wsparcie. Idziesz — w swoim przeżyciu — po potwierdzenie, że jesteś słaby.
A terapeuta nie jest wtedy kimś, kto pomaga.
Jest kimś, kto „ma coś", czego Ty nie masz.
I im bardziej go potrzebujesz, tym bardziej możesz czuć się mniej wart.
Trudność przyjmowania
Jest jeszcze drugi poziom, o którym rzadziej się mówi.
Dawanie jest łatwiejsze niż przyjmowanie.
Bo dając czujesz się potrzebny, ważny, wartościowy.
Przyjmując coś konfrontujesz się z brakiem.
Z tym, że czegoś Ci nie starcza.
Że czegoś potrzebujesz.
Że nie jesteś samowystarczalny.
I to właśnie ten moment bywa najtrudniejszy.
Nie samo „pójście".
Tylko to, co dzieje się później.
Momenty, w których widać opór
Czasem ktoś przychodzi na terapię i mówi:
„Nie wiem, czy ja w ogóle powinienem tu być".
Albo:
„Inni mają gorzej".
Albo:
„Poradzę sobie, tylko potrzebowałem to komuś powiedzieć".
To są momenty, w których bardzo wyraźnie widać, jak trudno jest pozwolić sobie na przyjęcie pomocy bez umniejszania siebie.
Opór ma sens
A jednocześnie (i to jest ważne) to nie znaczy, że ten opór trzeba „pokonać siłą".
On ma sens.
On chroni coś bardzo ważnego.
Często chroni przed powtórzeniem doświadczenia, w którym bycie zależnym oznaczało bycie zranionym.
Co zmienia się w terapii
Dlatego w terapii nie chodzi o to, żeby od razu umieć przyjmować.
Chodzi o to, żeby móc to zobaczyć.
Zauważyć moment, w którym pomoc zaczyna boleć.
Zobaczyć, co się wtedy uruchamia.
Jakie myśli, jakie emocje, jakie napięcie.
I dopiero z tego miejsca powoli budować coś nowego.
Pomoc nie jest dowodem słabości
Bo proszenie o pomoc nie jest dowodem słabości.
Ale jeśli tak się w Tobie zapisze, to będzie tak przeżywane.
I nie zmieni się to od jednego zdania.
Zmienia się dopiero wtedy, kiedy możesz tego doświadczyć inaczej.
W relacji, w której pomoc nie odbiera Ci wartości.
Tylko ją stopniowo przywraca.